środa, 23 lipca 2014

Przetwory

No i doczekałam się! Nagle moje dziwactwa przestały być "aż" tak bulwersujące, a koleżanki patrzą z zazdrością na moje dziecko, które nie interesuje się telewizją, samodzielnie pije z kubeczka, czy nie grymasi przy jedzeniu warzyw. Teraz pojawiają się pytania, jak do tego doszłam i czy jeszcze da się coś zrobić jeśli ktoś postępował inaczej... Oczywiście, że się da! Choć to bardzo trudne. Ale naprawdę zawsze można i nigdy nie jest za późno by zmienić swoje życie na lepsze.
Od czego zacząć? Hmmm, skoro mamy sezon to może od domowych przetworów? U mnie w piwnicy stoją już tegoroczne musy truskawkowe, jagody w sosie własnym, maliny, musy jabłkowe, śliwkowe, śliwkowo-jagodowe. A dla dorosłego podniebienia powidła truskwkowe, jagodowe i czekośliwka. To naprawdę nic trudnego. Warto rozjerzeć się dookoła, bo może ktoś ma na zbyciu skrzynkę owoców, albo chętnie odda owoce komuś kto sobie je zbierze. Ja właśnie w ten sposób pozyskuję produkty do przetworów. Wyjątek stanowią jagody, które kupuję u miejscowej kobiety. Część owoców mam też ze swojej działki, ale to naprawdę niewiele.
Musy dla malucha warto po krótkim gotowaniu zblendować i przetrzeć przez sito. Dzięki temu papka się napowietrzy, jest delikatna i lekka. Nie warto pozbywać się skórek, bo zwykle są najcenniejszym źródłem witamin, po za tym mają w sobie pektyny, które w naturalny sposób zagęszczają musy, czy powidła.


Jeśli przetwory wydają się mało słodkie można je dosłodzić daktylami lub np. bananami. Wzbogaci to smak, ale pamiętajmy że malucha warto przyzwyaczajać do naturalnego smaku, również kwaśnego.
Zagotowany, zblendowany, przetarty (bądź nie) mus pakuję w czyste słoiczki. W pierwszym roku wyparzałam słoiki w piekarniku, a pokrywki gotowałam. Tym razem z tego zrezygnowałam, a jedynie myję wszystko gorącą wodą. Słoiczki mam o pojemności 250ml, 220ml, 190ml, oraz mniejsze (choć te przydały mi się tylko jak Magda była malutka i zaczynała swoją przygodę z jedzeniem), kupowane nowe, jak i pozyskiwane z przecieru pomidorowego. Musy zawsze pasteryzuję w piekarniku - 140 stopni przez minimum godzinę.


W ten sposób przygotowane przetwory leżakują w piwnicy. Potem stanowią dodatek do codziennej kaszy, albo stanowią owocowy posiłek sam w sobie.


Polecam, bo sezon w pełni! I kończę, bo właśnie "pyrka" mi na gazie gar śliwek :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz