poniedziałek, 7 października 2013

Koty

Jestem szczęśliwą (choć nie zawsze) posiadaczką dwóch kotów, posiadaczką a nie właścicielką. Dlaczego nie właścicielką? Ano dlatego, że kot nie podlega regułom takim jak np. pies. Nie można go sobie podporządkować. Tresura jest trudna, choć nie niemożliwa. Przychodzi kiedy ma kaprys, kiedy ma humor można go głaskać, tulić, a kiedy nie, próba może się skończyć zadrapaniem. Dobrze mieć jednego kota, ale jeszcze lepiej dwa. Zajmują się sobą, kiedy my nie mamy czasu. Szaleją, biegają i wszędzie ich pełno. Jednak najbardziej wszystkich ciekawią relacje dziecka z kotami. Z resztą my sami zastanawialiśmy się jak to będzie. Początkowo kocur był bardzo na dystans, a kotka wykazywała instynkt opiekuńczy. Ogólnie kocica jest mądrzejsza, obserwuje wnikliwie i wyciąga wnioski. Kot jak to facet, nie przewiduje, ważne jest tu i teraz. Kiedy przychodzą do nas dzieci, kocica się chowa bo wie, że nic dobrego z tego nie będzie. Kocur zaś ufnie się bawi, aż zostanie złapany za futro, czy pociągnięty za ogon. Długo jednak się nie ukrywa, bo chęć zabawy jest większa. Podobnie jest teraz z podejściem do mojej córki, która bez wyczucia chwyta za futro, ogon. Kotka, więc trzyma się z daleka, a kot podchodzi i daje się złapać, tarmosić. Muszę przyznać, że znosi to zdumiewająco dobrze. Czasem się zastanawiam, czy on się nie zakochał w Malutkiej, bo kiedy śpi to kładzie jej się w nogach, liże ją po uszach, włoskach. A ona próbuje wsadzić sobie do buzi ogon, czy łapę.
Oczywiście czasem mnie wkurzają, bo tak szaleją, że tratują wszystko na swojej drodze, nie zwracając na nic uwagi, hałasują, zrywają zasłony z żabek, zrzucają poduszki, przewracają buty. Jednak o dziwo jeszcze nigdy nie obudziły dziecka. Ale kiedy po południu leniuchujemy we trójkę, a koty z nami, jest naprawdę przyjemnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz