wtorek, 15 października 2013

Smoczek

Zawsze wiedziałam, że ludzie lubią wtykać nos w nie swoje sprawy, ale od czasu kiedy mam dziecko problem ten dotyka mnie ze zdwojoną siłą. Rozumiem, że budowanie cudzej rzeczywistości jest łatwiejsze niż swojej, tylko weźmy pod uwagę, że może to nie być mile widziane. Kilka dni temu ciesząc się piękną jesienną pogodą siedziałam z Małą na ławce. Mijając nas, kobieta która mieszka na naszym osiedlu, zajrzała do wózka. Znamy się tylko z widzenia, mówimy "dzień dobry", a ona wyskakuje do mojego dziecka "Smoczek? Fuj, wyrzuć go, niech Ci go mama nie wciska". I już do mnie "niech pani nie daje smoczka, to nic dobrego, koniecznie musi pani oduczyć ją..." tu pojawiła się historia jej wnuczki, kilka ostrzeżeń, pokiwała mi palcem i poszła, zostawiając mnie osłupiałą ze zdziwienia. Odruch ssania mojego dziecka jest tak silny, że we wczesnym niemowlęctwie podejrzewano ją o wzmożone napięcie mięśniowe, bo nie potrafiła się zaspokoić. Byłam przeciwna smoczkwi, ale kiedy podałam jej do buzi i zobaczyłam jak moje dziecko się rozpływa, rozluźnia i uspokaja, przekonałam się, że nie warto spełniać własnych ambicji kosztem dziecka. Smok nie służy do zatykania dziecka, zawsze próbujemy innych metod uspokajania, wyciszenia. Zwykle są skuteczne. Teraz kiedy jest starsza i potrzebuje sama po niego sięga. Ponieważ moje dziecko samodzielnie zasypia w swoim łóżeczku smoczek pomaga jej się wyciszyć i usnąć. No i ostatni argument, którego użyła nasza pediatra. Dziecko musi ssać, jak nie smoczek będzie ciągnęła palec, a kiedy powiecie sobie dość, zabierzecie smoczek i po sprawie. Jeśli zdecydujecie się na palec nie będzie to już takie łatwe... Wybraliśmy smoka. Traktujemy go trochę jak biżuterię, dodatek do ubrania. Mamy różne kolory i wzory, w ramach jednej firmy oczywiście.
Nie rozumiem dlaczego mam oduczać 6-o miesięczne dziecko ssania, które jest dla niego jeszcze cały czas najbardziej oczywistą czynnością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz