No i jest! Długo wyczekiwany, przez wszystkich wyglądany. Przyszedł po cichu, bez fajerwerków, owacji, bez fanfar i okrzyków. Przyszedł, zadomowił się i jest - pierwszy ząbek! Narazie tylko malutka biała falbaneczka i sine wkoło, ale ewidentnie jest już z nami. Od kilku dni był blisko, zapowiadał się, ale my milczeliśmy, żeby nie zapeszyć. Ale dziś ząbek stał się faktem! Jest radość, jest duma, jest wzruszenie, bo nie typowo to wypadło - pierwszy krok wcześniej niż pierwszy ząb. Teraz czekamy na kolejne, do roczku jeszcze 2 tygodnie...
W temacie roczku u mnie jak w kalejdoskopie. Już wybrałam lokal, godzinę, ale jednak się rozmyśliłam i zrobimy u moich rodziców w domu. Chcę zrobić dziecięce przyjęcie, z balonikami, muzyką, żeby Madzia czuła się jak ktoś wyjątkowy. Przygotowania trwają narazie w formie wirtualnej, zbieram pomysły, planuję, a za chwilę będę wcielać w życie.
Postanowiłam nawet sama upiec tort. Upiec jak upiec - udekorować!
Obawiam się jak zwykle jednego - czy się wyrobię? Sukienkę dla Madzi już mam - lekką, zwiewną, tiulową. Oczywiście jest biała, bo tak nakazuje nasza tradycja. Tradycja, gdzie z niemowlaka staje się dziecko. Niemowlę - biała karta, dziecko - samodzielnie wyrusza zdobywać świat, by tę kartę zapełnić swoimi przygodami, przeżyciami. Biały to symbol czystości, niewinności, dziecieństwa.
Mam też białe buciki. Brakuje rajstop i bodów - nawet nie wiecie jak trudno je kupić w gładkiej wersji...
Zrobiłam też filcowe marchewki, ale o tym następnym razem.
wtorek, 18 marca 2014
czwartek, 13 marca 2014
Filcowe truskawki
Tak bardzo bym chciała, by doba trwała ze 3 godzinki dłużej, albo by wynaleziono sen w pigułce... Notorycznie brak mi czasu, a tu tyle planów, pomysłów i marzeń do realizacji. Niedługo wracam do pracy, niedługo roczek, a w głowie wciąż pełno.
Marzy mi się wykonanie filcowego jedzonka, poczyniłam też pierwsze kroki, gdyż wybieramy się z wizytą do pewnej dwu i pół-latki, dla której mógłby być to fajny prezent. Powstały więc truskawki filcowe. Jedna od razu stała się magnesem na lodówkę i zabawką Madzi/kotów.
Truskawki nie są trudne w wykonaniu, a większość pracy trzeba zrobić w rękach, ale myślę, że warto. Z resztą oceńcie sami :)
Marzy mi się wykonanie filcowego jedzonka, poczyniłam też pierwsze kroki, gdyż wybieramy się z wizytą do pewnej dwu i pół-latki, dla której mógłby być to fajny prezent. Powstały więc truskawki filcowe. Jedna od razu stała się magnesem na lodówkę i zabawką Madzi/kotów.
Truskawki nie są trudne w wykonaniu, a większość pracy trzeba zrobić w rękach, ale myślę, że warto. Z resztą oceńcie sami :)
wtorek, 11 marca 2014
Streetcom i moje pierwsze testowanie
Jakiś czas temu (bez większego entuzjazmu) zarejestrowałam się na Streetcomie. Nie szczególnie wierzyłam w powodzenie mojego udziału, ale nawet pokusiłam się o przesłanie im zgody na używanie moich danych, które udostępniam w ankietach. Jest to konieczne, by móc brać udział w testowaniu. Cierpliwie wypełniałam ankiety i czekałam. I doczekałam się!
Wczoraj rano kurier przyniósł mi tajemnicze pudło, które od razu wzbudziło zaintersowanie Madzi i kotów...
Wczoraj rano kurier przyniósł mi tajemnicze pudło, które od razu wzbudziło zaintersowanie Madzi i kotów...
Po zdarciu foli...
Ciekawskie łapki zabrały się za rozpakowywanie...
Zestaw Ambasadorki - Maść Ochronna Bepanten Baby 30g, ulotka i kosmetyczka.
A takich zestawów mam 13 - dla siebie i do podziału z innymi mamami :) Jak ktoś tu zagląda z mojej okolicy - zapraszam, chętnie się podzielę.
Oczywiście mam też obowiązki związane z promocją produktu, ale myślę że tak czy inaczej warto.
Od wczoraj też smarujemy Bepantenem pupę, więc za chwilę będę mogła napisać Wam swoją ocenę i opinię. Zdradzę tylko, że produkt nie ma cynku, więc dla nas wielki plus.
Gdyby ktoś był zainteresowany testowaniem produktów i akcjami Streetcom, polecam i zachęcam.
czwartek, 6 marca 2014
Filcowe kostki edukacyjne Poli - owocowa i zwierzaki
Dziś pokażę Wam kostki, które wykonałam po raz pierwszy jako płatne zlecenie :) Cena była bardzo promocyjna, więc znajoma zdecydowała się na dwie. Mają one pomóc małej Poli w nauce. Jest teraz na etapie rozróżniania kształów, kolorów, nauki odgłosów zwierząt. Co stanowiło też pewną trudność, w przypadku kostki ze zwierzakami, aby byly one ciekawe dla małego człowieka, ale też przypominające prawdziwe zwierzęta. Jak mi wyszło? Oceńcie sami :)
Kostka owocowa :)
Kostka zwierzaki na wsi :)
Przygotowałam również miły gratis do zamówienia - metkowy, szeleszczący woreczek z ryżem.
Dziś zabawki trafią do małych raczek, ciekawa jestem jak Pola zareaguje. Mojej córce przypadły do gustu i wczoraj je testowała. Najważniejsze innowacje - długa tasiemka do noszenia i nowy patent na grzechotanie - zdały egzamin na 5+
Kostka owocowa :)
Kostka zwierzaki na wsi :)
Przygotowałam również miły gratis do zamówienia - metkowy, szeleszczący woreczek z ryżem.
Dziś zabawki trafią do małych raczek, ciekawa jestem jak Pola zareaguje. Mojej córce przypadły do gustu i wczoraj je testowała. Najważniejsze innowacje - długa tasiemka do noszenia i nowy patent na grzechotanie - zdały egzamin na 5+
wtorek, 4 marca 2014
Testujemy Johnson's Baby
Swego czasu firma Johnson's Baby rozsyłała atrakcyjne próbki. Niestety akcja się zakończyła, ale być może pojawi się ponownie.
W skład zestawu wchodziły miniaturki, a nie saszetki następujących kosmetyków:
- Mleczko intensywnie pielęgnujące
- Krem intensywnie pielęgnujący
- Ochronny krem przeciw odparzeniom
- Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3 w 1
Pierwsza moja uwaga nie jest zbyt pochlebna, gdyż marka stosuje bardzo dużo skłaników, których wcale nie powinno być w kosmetykach dla niemowląt. Wyjątek stanowi Płyn do mycia ciała, który można zaakceptować. Druga uwaga to cena. Można kupić kosmetyki zdecydowanie tańsze, o znacznie lepszym składzie i o podobnym lub lepszym działaniu.
Krem i balsam nie zaczarowały mnie, tzn. nie są to złe rzeczy, ale też nie ma w nich nic co by wyróżniały je spośród innych. Po za tym nie widzę powodu, by mazać delikatną skórę malucha tak ciężkim mazidłem jakim jest balsam o takim składzie. Mało tego taką artylerię zostawiłabym dla starszaków, których skóra ma już wytworzoną barierę ochronną i nie chłonie wszystkiego jak gąbka.
Krem na odparzenia jest dość lekki, chyba faktycznie przeznaczony jako ochrona, a nie krem do zadań specjalnych. Ponieważ nie stosujemy kremu na pupę zapobiegawczo i ten produkt u nas się nie przyjął.
Płyn 3 w 1 jest ok. Tylko tyle, bo znowu powtórzę - można lepiej, można taniej. Plus za pompkę w produkcie o normalnej pojemności.
Reasumując, mimo pięknych reklam, fajnych próbek nie zostałam fanką marki Johnson's Baby.
W skład zestawu wchodziły miniaturki, a nie saszetki następujących kosmetyków:
- Mleczko intensywnie pielęgnujące
- Krem intensywnie pielęgnujący
- Ochronny krem przeciw odparzeniom
- Łagodny płyn do mycia ciała i włosów 3 w 1
Pierwsza moja uwaga nie jest zbyt pochlebna, gdyż marka stosuje bardzo dużo skłaników, których wcale nie powinno być w kosmetykach dla niemowląt. Wyjątek stanowi Płyn do mycia ciała, który można zaakceptować. Druga uwaga to cena. Można kupić kosmetyki zdecydowanie tańsze, o znacznie lepszym składzie i o podobnym lub lepszym działaniu.
Krem i balsam nie zaczarowały mnie, tzn. nie są to złe rzeczy, ale też nie ma w nich nic co by wyróżniały je spośród innych. Po za tym nie widzę powodu, by mazać delikatną skórę malucha tak ciężkim mazidłem jakim jest balsam o takim składzie. Mało tego taką artylerię zostawiłabym dla starszaków, których skóra ma już wytworzoną barierę ochronną i nie chłonie wszystkiego jak gąbka.
Krem na odparzenia jest dość lekki, chyba faktycznie przeznaczony jako ochrona, a nie krem do zadań specjalnych. Ponieważ nie stosujemy kremu na pupę zapobiegawczo i ten produkt u nas się nie przyjął.
Płyn 3 w 1 jest ok. Tylko tyle, bo znowu powtórzę - można lepiej, można taniej. Plus za pompkę w produkcie o normalnej pojemności.
Reasumując, mimo pięknych reklam, fajnych próbek nie zostałam fanką marki Johnson's Baby.
Cotonove Love 2 na Apartament 44
Nie gniewajcie się na mnie, ale musiałam. Jestem tak bardzo zdeterminowana na te kulki, że nie mogłam się powstrzymać. Kolejny konkurs, tym razem na blogu Apartament 44. Do wygrania Perlove Love... Kciuki zaciśniete, dmuchnięte na szczęście i go!
poniedziałek, 3 marca 2014
11 miesięcy...
11 miesięcy... Tyle dziś kończy Madzia. Jako mama jestem z niej przedumna! Jest bystra i mądra, uczy się każdego dnia czegoś nowego. Od kilku dni sama zajada łyżeczką, jak coś zgubi z niej to drugą rączką zbiera i wkłada do miseczki. Dzieli się jedzeniem nie tylko na "daj gryza", ale też wtedy kiedy widzi u nas coś ciekawszego niż ma sama - na zasadzie gryz za gryza, wymiana. Obserwuje świat i z lubością naśladuje - nas, koty, innych członków rodziny. I tak po rozebraniu odnosi ubranka do pralki, miesza w misce na wzór gotowania, pisze na klawiaturze, robi paluszkami "bzium" po buzi, gra na gitarze. Chodzi każdego dnia coraz sprawniej, 2-3 metry to dla niej pestka. Woła "koko" na koty i popiskuje zapytana jak robią. Kiedy widzi inne zwierzaki, szczególnie duże psy klaszcze i cieszy się. Macha do przechodniów i zaczepia ludzi w sklepie. Jest wesołkiem, choć miewa też humory. Ma niesamowity temperament, wścieka się kiedy jej coś nie idzie. Zanim zrzuci miskę, łyżkę, kubek zapobiegawczo zamyka oczy i czeka na łoskot. Podaje jogurt na łyżeczce kotom i cieszy się jak szalona kiedy po niej zjadają. Rozróżnia zabawki, poproszona o przyniesienie telefonu, klocka, piłki, zawsze wie które jest które.
I mogłabym tak cały dzień, bo zaskakuje mnie ten mały człowiek, który jeszcze chwilę temu był całkiem bezradny, leżał spokojnie, a teraz pomyka z gołą pupą kiedy ucieknie mi z nocnika :)
Będę to powtarzać - kocham ją coraz mocniej!
I mogłabym tak cały dzień, bo zaskakuje mnie ten mały człowiek, który jeszcze chwilę temu był całkiem bezradny, leżał spokojnie, a teraz pomyka z gołą pupą kiedy ucieknie mi z nocnika :)
Będę to powtarzać - kocham ją coraz mocniej!
niedziela, 2 marca 2014
Lęk separacyjny
Długo nie miałam z tym problemu i już myślałam, że to mnie ominie... To coś z czym boryka się większość mam na różnych etapach życia swoich pociech. Coś co brzmi groźnie i dezorganizuje kompletnie życie - lęk separacyjny! Do tej pory miałam "cygańskie" dziecko - każdy mógł wziąć na ręce, bez problemu zostawała z babcią, czy prababcią, a nawet sama przez krótką chwilę w wózku, gdy musiałam wrócić się do domu. Od kilku dni, nic z tych rzeczy nie jest możliwe... Kiedy tylko znikam z pola widzenia zaczyna się panika i płacz. Już słyszę komentarze, że rozpieściłam córkę, że za dużo nosiłam na rękach, a ona teraz wymusza na mnie uległość. Oczywiście kompletnie się tym nie przejmuję. Nie rozumiem, jak można podejrzewać dziecko o wymuszane, wyrachowanie, czy tego typu zachowania? Dziecko rodzi się i uczy wszystkiego od podstaw, jedyne co zna w obcym, otaczającym je świecie to mama - jej głos i zapach. Wiec jak można je tej "mamy" pozbawić? Na moich rękach, plecach, w chuście, dziecko czuje się bezpiecznie i pewnie, a cała jego uwaga skupiona jest na poznawaniu, budowaniu własnej relacji z otoczeniem i nabieraniu pewności siebie. Kiedy będzie gotowa zejdzie z rąk, puści nogawkę moich spodni i wyruszy sama przed siebie. Jednak zawsze będzie wiedziała, że jestem przy niej, tak jak byłam od początku. I wbrew temu co niektórzy sądzą, tak właśnie wychowuje się osoby konkretne, pewne siebie, odważne - miłością i bliskością. Więc drogie Mamy - nie bójcie się nosić, tulić, trzymać na rękach - to najlepsze co dajecie swojemu Maluchowi.
sobota, 1 marca 2014
Cottonove Love na Hubisiowo
Jakiś czas temu wypatrzyłam w sieci coś co zaczarowało mnie dokumentnie. Coś co nie daje spać po nocach i zaprząta myśli. Coś wyrafinowanego, a za razem tak prostego, że trudno uwierzyć, że wcześniej tego nie było. Są to kule, lampki, w pięknych kolorach, wszystkie urocze i takie, że chce się je mieć. Nie wiem czy jest ktoś, kto oparłby się ich urodzie. Niestety pewne zawirowania losu sprawiają, że finanse nie pozwalają nam w najbliższym czasie ich zakupić, choć bardzo, bardzo bym chciała je mieć, by dodać odrobinę dziewczęcego ciepła do pokoju Madzi... Gdyby nie to nie zastanawiałabym się ani chwili i zakupiła śliczne lampki Cottonove Love. Tworzone są z pasją, przez pewną Mamę, więc tym bardziej chciałoby się kupić, by pokazać swój szacunek dla takich kobiet. Pani Agnieszka po za lampkami robi również przesłodkie pompony...
Ale do rzeczy, skoro kupić nie mogę (mam nadzieję tylko chwilowo) to bawię się z blogiem Hubisiowo i mocno trzymam kciuki, a może uda mi się wygrać te cudeńka :)
Ale do rzeczy, skoro kupić nie mogę (mam nadzieję tylko chwilowo) to bawię się z blogiem Hubisiowo i mocno trzymam kciuki, a może uda mi się wygrać te cudeńka :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












