czwartek, 22 sierpnia 2013

Karmię piersią

Karmienie piersią jest tematem wielu dyskusji w sieci i w życiu codziennym, szczególnie przyszłych i młodych rodziców. Jedne mamy chcą i uwielbiają karmić piersią, inne karmią bez entuzjazmu, a jeszcze inne świadomie z tego rezygnują. I umówmy się żadna z tych mam nie jest gorsza od pozostałych - wbrew obiegowym opiniom.
Zanim na świat przyszła M. wiele myślałam o tym jak to będzie z karmieniem, bardzo chciałam by była to pierś. Byłam przygotowana na wszelkie niedogodności z tym związane - poranione brodawki, zastój, nawał, itd. Zabezpieczona po zęby w arsenał wkładek laktacyjnych (jedno i wielorazowych), muszli, butelek, woreczków na mleko, itd., czekałam na dzień porodu. Miałam przećwiczone pozycje i techniki - nic tylko przystawiać. Tak też się stało, M. przyszła na świat, przystawiłam, a ona ładnie chwyciła. Z poranionymi brodawkami i kilkoma siniakami dawałam radę. O dziwo nie miałam nawału, zastoju, a z piersi kompletnie nic nie kapało pomiędzy karmieniami. Super, myślałam, tylko się cieszyć. Sielanka trwała do chwili kiedy usłyszałam, że córka za mało przybiera. Jak to za mało? Przecież daję jej najlepsze co mam... Potem była jakaś kłótnia domowa. W tych dniach M. zrobiła się marudna, płaczliwa, nie wiedziałam co mam z nią robić. Gdzieś po głowie chodziła myśl, że może być głodna... Ale jak to głodna? Przecież daję jej pierś, nie ma czegoś takiego jak niewartościowe mleko mamy, czy jest go za mało. "Mleka jest zawsze tyle co powinno i takie jak powinno być" czytałam w mądrych poradnikach i słyszałam od położnych. Masz mało mleka? "Więcej przystawiaj", posłusznie karmiłam niemal 24/7 i jeszcze więcej przystawiaj... Przystawiałam. A dziecko wciąż płacze, rzuca się przy piersi, wije... Po kolejnym przepłakanym poranku miałam dość! Zdesperowana przygotowałam mieszankę. Podawałam jej kieliszkiem, a ona łapczywie piła. Ona jadła, a ja płakałam jak bóbr "co ze mnie za matka"... Po wypiciu 30ml oderwała się od kieliszka, spojrzała na mnie i z zadowoleniem wtuliła w ramiona. Przestała płakać! Więc jednak... Zaczęłam szukać pomocy, bo przecież ja chcę, ja MUSZĘ karmić piersią. Pierwsze pojawiły się głosy - dokarmianie to pierwszy krok do zaprzestania karmienia, potem rady "myśl pozytywnie - mam mleko, mam mleko" i kontrrady "nie myśl mam mleko, tylko że jakoś to będzie, nie spinaj się tak"... Oraz zewsząd piorunujące mnie hasła - mleko matki najlepsze, karmienie piersią jedyna słuszna droga. Byłam załamana. Wokół każdy wiedział lepiej co mam myśleć, co czuć. A piersi były wciąż puste, albo prawie puste. Dokarmiałam w tajemnicy, wstydząc się nawet przed samą sobą. Sfrustrowana i wściekła nie wiedziałam co robić. Aż któregoś dnia powiedziałam sobie - dość! W czym jestem niby gorszą matką od tych, które karmią tylko piersią, albo w czym lepszą od tych butelkowych? Kto wymyślił, że miłość wyraża się przez karmienie? Że więź buduje się tylko przy cycu? Przecież to nie prawda! Znam tysiące innych metod by wyrazić moje uczucia i budować pozytywne relacje z dzieckiem. Zrozumiałam, że chcę karmić piersią, ale nie muszę, że zrobię wszystko by wspomóc laktację, ale nie za wszelką cenę. Zaczęłam od babcinych sposobów i grzałam piersi (przydało się naręcze wkładek), piłam bawarkę (podobno nie działa), herbatkę ziołową, masowałam też piersi. A przede wszystkim zmieniłam nastawienie. Nie słuchałam wszechwiedzących matek zdeterminowanych na pierś, domorosłych doradców laktacyjnych, położnej, lekarza. Wsłuchałam się w siebie. Przestałam się wstydzić codziennych butelek, przestałam nad nimi płakać i zaakceptowałam je. I wiecie co się stało? Mleka w piersiach przybyło, powoli, po cichu, odpadały kolejne mililitry sztucznego, kolejne butelki... Waga dziecka zaczęła iść regularnie w górę, M. była zadowolona, dużo się śmiała.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo być może jakaś mama jak ja będzie szukać pomocy w sieci. Ja jej nie znalazłam... Nie znalazłam wsparcia, ani dobrej rady. Nigdzie nikt nie porusza tematu karmienia mieszanego w sposób jasny, klarowny i bez wstydu. Jak suplementować witaminy? Kiedy dopajać, jak rozszerzać dietę?
Witaminy zawsze przeliczałam. Jeśli w danym dniu było więcej butelki nie dawałam już witaminy K, jeśli chodzi o D, w moim sztucznym mleku była śladowa ilość, więc dawałam. Dokarmiałam w schemacie najpierw pierś do opróżnienia, potem mieszanka do syta i nie dopajałam niczym innym. Wybór butelki padł na Medelę, model Calma i nie żałuję wydanych pieniążków.
Karmienie piersią to nie same plusy, jak zwykło się wszędzie mówić. Są też czarne strony, o których nie mówi się, bo nie wypada, bo po co straszyć... Karmię świadomie, nie boję się mówić, że wkurza mnie szybsze wracanie ze spaceru, czy szukanie ustronnego miejsca, bo nagle dziecku chce się pić. Wkurza mnie, że muszę sobie odmawiać fasoli szparagowej, choć sezon w pełni. Niewiele brakowało a laktacja przyczyniłaby się depresji u mnie i poważnego rozłamu w związku. A jednak, nie żałuję. Dzięki temu poznałam swój organizm, wiem że najmniejszy stres odbiera mi pokarm, że piersi nie napełniają się tak szybko i nie dostosowują tak jak innych mam. Dlatego doceniam każdy dzień, każdą chwilę kiedy mała spokojnie "cycusiuje" wtulona we mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz