W poprzednim poście wspominałam, że nosimy córę w chuście. To naprawdę świetna sprawa i alternatywa dla wózka. Przydaje się zawsze tam gdzie koła nie pojadą, albo po prostu nie warto targać wozu ze schodów. Do sklepu idealne rozwiązanie, na plażę nie ma lepszego, do urzędów, na pocztę i na działkę, gdy lecę tylko po natkę - super. Wiąże się ją szybko, można nawet nauczyć się samemu, choć my akurat byliśmy na kursie. Większość dzieciaków uwielbia być noszona, a płaczą kiedy źle zamotamy chustę i jest im nie wygodnie. Nasza kruszyna pada już po kilku chwilach spacerowym krokiem. Niestety wielu rodziców w obawie, że nie podołają chuście decydują się na nosidła. I o ile są to nosidła ergonomiczne nic złego się nie dzieje, choć w nosidle nie ma tej bliskości, ono nigdy nie opatuli tak jak chusta. Takie nosidło ma kilka pasków by dopasować je do ciałka, i by odpowiednio ułożyć nóżki, kosztuje podobnie jak chusta ponad 200, 300 zł. Widziałam kilka razy tak noszących rodziców, jednak zwykle królują nosidła - wisiadła, które są kompletnym zaprzeczeniem noszenia. Dziecko zawieszone na kroczu, z obciążonym kręgosłupem, wiszącymi kończynami zwyczajnie cierpi. Niesione na brzuchu przodem do świata jest ułożone w przeproście kręgosłupa, sztywne i ze zbyt dużą ilością wrażeń jak na młody układ nerwowy. Krzywdzących w ten sposób rodziców mam ochotę potraktować tak samo - chwycić za majty i podnieść do góry. Niestety zwykle paradują dumni z siebie jacy to oni nowocześni, zgodni z założeniami rodzicielstwa bliskości. Pomyłka!
Zawsze w takiej sytuacji, kiedy ktoś pyta o zdanie, mówię - dziecko odczuwa tak samo jak dorosły, z tą różnicą że dorosły po pierwsze pewne rzeczy rozumie (może zacisnąć zęby i iść dalej), po drugie może powiedzieć - nie! Dziecko jest zdane na nas, zatem postawmy się w jego sytuacji i jak wyżej napisałam, wyobraźmy sobie, że ktoś nas podwiesza za majtki. Nic fajnego... Więc dlaczego serwować to własnemu dziecku? Swoją drogą takie myślenie zawsze mi przyświeca, cokolwiek robię przy maluchu - ono czuje jak ja. Jak ja bym się czuła gdyby ktoś mi, np. wpychał coś do buzi, kneblował kiedy miałabym potrzebę wyrazić co czuję, albo czy czułabym się komfortowo skacząc do basenu tyłem, nie znając jego głębokości, temperatury wody, ani odległości od tafli (tak czują się dzieci, które zanurza się w wanience zaczynając od pleców i pupy). Dziecko to człowiek, tyle że mały ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz