Chwilowa przerwa w pisaniu była związana z urlopem. Jednak wieczory wolałam spędzać z mężem niż przed komputerem. Co prawda komunikację mieliśmy utrudnioną, ponieważ spaliśmy w jednym pokoju z dzieckiem, ale dla chcącego nic trudnego.
Ogólnie wyjazd nam się udał, pogoda dopisała i nawet raz plażowaliśmy. Pozwoliliśmy Małej grzebać nóżkami w piasku oraz zamoczyć je w zimnym Bałtyku. Była niesamowicie uradowana. Chodziliśmy na długie spacery po plaży. Oczywiście bez wózka, a z chustą. Patrzyliśmy z lekkim politowaniem na rodziców pchających, ciągnących i siłujących się z wózkami po piachu. Nawet te sportowe wymiękały. A my bez przeszkód, ze śpiącym dziecku przy sercu wędrowaliśmy po piachu, schodach i miasteczku. Starsi ludzie nas zaczepiali, zagadywali, dziwili się, że można tak nosić dzieciątko. Mąż pękał z dumy. W ogóle lubimy małe nadmorskie miejscowości takie co to szybko człowiek pozna i czuje się jak u siebie. Mieliśmy "swoją" budkę z lodami i goframi, gdzie Pani nas raczyła podwójną porcją bitej śmietany, polewy, owoców, "swoją" smażalnię gdzie było wiadomo, że przyszliśmy na fląderkę, gdzie w zaciszu mogłam też karmić piersią i nikogo to nie oburzało. Już postanowiliśmy, że za rok to powtórzymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz