No i cóż, proza życia wzięła górę nad osobistą potrzebą wygadania, czy raczej wypisania. Sezon winogronowy w pełni, więc trzeba było się za niego zabrać. Do tego zaczęłam szkołę. Śmieszno i straszno za razem się zrobiło kiedy koleżanki z klasy mówią mi per Pani... No, ale papier się przyda i szef łaskawszym okiem spojrzy kiedy po 8 miesiącach zwolnienia i roku urlopu wrócę na stanowisko.
Wieczorną atrakcją stało się zaś, zamiast błogiego blogowania, odciąganie mleka. Cudów nie ma, ale udaje mi się coś niecoś zamrozić na czas szkoły.
Wracając do przetworów, to piwnica pęka w szwach od malutkich słoiczków pełnych jagód, malin, jabłek, moreli, brzoskwiń, truskawek, śliwek. Cała półka też należy do soków winogronowych, których chętnie bym jeszcze zrobiła, ale pewnie czasu zabraknie.
Przeszło tydzień temu obchodziliśmy rocznicę ślubu, czwartą, choć mi się cały czas zdawało, że trzecią. Tego też dnia przeprowadziliśmy Córkę do jej pokoju i łóżeczka. Jednak kołyska była już za mała i nie spało jej się najwygodniej. Oczywiście kto przeżył ten fakt najbardziej? No jasne, że ja :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz