Są plusy takiej wiosennej zimy. Na wyjeździe w lutym spacerowaliśmy całe dnie i do tego bez czapek i rękawiczek. Było bardzo fajnie, Willa gdzie się zatrzymaliśmy na wypasie - chwała "zakupom grupowym". I w sumie za małe pieniążki spędziliśmy cudny weekend we troje.
Będąc tam, wybierając pamiątki (zawsze przywozimy do domu jakieś drobiazgi dla najbliższych) stwierdziliśmy, że o dziwo nie jest źle. Nad morzem pod tym względem tragedia, dramat i kicha. Momentami ma się wrażenie, że czas tam stanął jakieś 30 lat temu. Kupić coś względnie ładnego graniczy z cudem. Natomiast w górach tragedi nie ma. Sporo wyrobów z drewna, w tym zabawek, instrumentów, trochę robótek filcowych - torby, kapcie. Oczywiście nie zabrakło typowych góralskich akcentów prosto z Zakopanego, ale bez przesady. Trochę chińszczyzny, wiadomo, trochę rękodzieła, było w czym wybierać. Z nami do domu przyjechał drewniany Pinokio na lodówkę i drewniane, malowane marakesy.
Nie obyło się jednak bez innego szoku, mianowicie dawniej picie wody w pijalni było darmowe. Wszak źródło tryska bez niczyjego udziału, a jego zasoby są niewyczerpalne. A jednak i na tym teraz robi się kasę! Wejście kosztuje 1,50zł, kubeczek jednorazowy 0,50gr. A maksymalny pobór wody to 0,5l. Nie wiem tylko czy dotyczy to butelek, czy też pijących na miejscu. Rozumiem, że źródełko i sam budynek trzeba utrzymać. Dawniej zarabiano na pamiątkach, kawiarni, itp. Widok spacerujących po parku i popijających wodę kuracjuszy był standardem. Dziś tego nie ma. Kilka osób pijących "na miejscu" i to wszystko. Cały urok parku zdrojowego zaniknął. Gdyby jeszcze bilet obowiązywał na cały dzień to nawet bym nie mrugnęła okiem. A tak? Ja osobiście siedzieć w dusznej pijalni nie miałam ochoty, więc wyszło że za kubek wody śmierdzącej jajem zapłaciłam 1,50... Kubek miałam swój...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz