Dawno nie byliśmy spontaniczni. Od urodzin Małej raczej wszystko staramy się skrupulatnie planować. Jednak wczoraj złamaliśmy tę zasadę i postanowiliśmy wyjechać na weekend. Wieczorem mąż zarezerował hotel i jedziemy w Góry Stołowe. To lekko ponad 100km, ale zawsze. Pakowania sporo, a w tygodniu nie prałam ze względu na awarię pralki. Dziś rano Pan Fachowiec ją naprawił i piorę, suszę, piorę, suszę, końca nie widać. Swoją drogą muszę powiedzieć, że jednym z lepszych naszych zakupów była suszarka do prania. Nic mi nie wisi i nie kisi się po mieszkaniu. Pranie suche, miękkie, gotowe do schowania do szafki. Większości nawet nie trzeba prasować. No i taka sytuacja jak dziś mi nie straszna, bo całość wypiorę, wysuszę i spakuję na wyjazd.
Zaplanowaliśmy wyjechać po obiedzie, jak córka ma czas na spanie, wtedy spokojnie odpocznie w aucie, a my bezstresowo dotrzemy na miejsce.
W sumie wyszedł z tego wyjazd Walentynkowy ;) jak za starych czasów. Cieszę się jak dziecko. I kończę, bo jeszcze mam górę pakowania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz